Historia Belle Gibson, czyli słów kilka o informacjach znalezionych w internecie


Takie mamy czasy, że każdy może zostać twórcą, specjalistą i guru jakiejś dziedziny. W dobie internetu zalewa nas mnóstwo informacji, porad i cudownych metod na wszystko. Większość z nich to nieszkodliwe porady, które niejednego z nas zmieniają na lepsze – sposoby, jak zarządzać swoim życiem, rozwijać się i żyć zdrowo. Jest jednak również druga strona medalu.

 

 

Historia Belle Gibson, czyli słów kilka o informacjach znalezionych w internecie 

Z siły internetu i możliwych tragicznych skutkach wiary i ślepego podążania za internetowymi idolami w pełni zdałam sobie sprawę w miniony weekend, kiedy to miałam przyjemność być uczestnikiem poznańskiej Blog Conference.

Na jednym z wykładów, poruszany był temat wiarygodności i prawdy w internecie. Jako twórcy internetowi obarczeni jesteśmy swego rodzaju odpowiedzialnością za to co piszemy, mimo, iż na większości blogów (w tym także na moim) znajdują się informację typu: „Treści zamieszczone na stronie mają charakter informacyjny i nie mogą być traktowane jako porada specjalistyczna” lub też „Autor nie ponosi odpowiedzialności za skutki korzystania z porad zamieszczonych na stronie bez kontaktu ze specjalistą”. I chociaż takie ostrzeżenia są swego rodzaju zabezpieczeniem, bo przecież nikt nikogo nie zmusza do stosowania prezentowanych porad, czytelnicy czasem zdają się ślepo wierzyć w to, co znajdą w internecie.

 

Chciałabym, aby wszyscy twórcy internetowi kierowali się w swojej pracy uczciwością i chęcią pomocy innym, nie tylko pragnieniem bycia popularnym i możliwością zarabiania. I rzeczywiście większość to robi, blogerzy, czy youtuberzy wykonują bowiem kawał wspaniałej pracy, często bezpłatnie oferując naprawdę mnóstwo rzetelnej i sprawdzonej wiedzy.

Chciałam jednak zaprezentować Ci przykład, jak tragiczne w skutkach może się okazać brak weryfikacji niektórych informacji i jak niektórzy potrafią żerować na tragedii innych ludzi.

 

 

Historia Belle Gibson

 

Belle Gibson była australijską blogerką, o której dość głośno zaczęto mówić kilka lat temu, kiedy to obwieściła w internecie, że zmagała się z wyjątkowo złośliwym nowotworem mózgu i udało jej się go pokonać wyłącznie naturalnymi metodami: sokami i koktajlami owocowo-warzywnymi oraz lewatywami z kawy.

Gibson opisywała swoje zmagania z chorobą na blogu i w mediach społecznościowych, ze szczegółami opowiadając o tym, co jej dolegało (okazało się, że 3 razy otarła się o śmierć, przeszła wylew i miała operowane serce) i jak udało jej się całkowicie wyzdrowieć dzięki przedstawionym wyżej metodom. Gibson całkowicie odrzucała medycynę akademicką, twierdząc, że jest absolutnie nieskuteczna w walce z nowotworami.

 

Belle Gibson

 

Jej blog bardzo szybko stał się popularny, wydała książkę kucharską i aplikację mobilną z przepisami, współpracowała z wieloma markami, pojawiała się w telewizji i prasie, wszędzie opowiadając swoją niesamowitą historię.

Jako żywy przykład tego, że z ciężkiej choroby można wyjść bez chemio czy radioterapii oraz bez ingerencji medycznej, Gibson z pewnością przekonała do swoich metod niejedną osobę chorą na nowotwór.

Była nią m.in. Jess Ainscough, również blogerka i propagatorka zdrowego stylu życia. Zachorowała na złośliwy nowotwór i całkowicie odrzuciła leczenie akademickie, polegając wyłącznie na metodach propagowanych przez Gibson. Jess i jej matka, która również zachorowała na raka i nie poddała się leczeniu, niestety zmarły. 

I nie byłoby w tym może nic dziwnego i oburzającego – przecież każdy organizm jest inny i inaczej radzi sobie z chorobami, a metody, które sprawdziły się u Belle Gibson niekoniecznie musiały sprawdzić się u Jess Ainscough i jej matki.

 

Problem w tym, że Gibson nigdy nie chorowała na żaden nowotwór.

 

Wszystko, o czym pisała i co propagowała było wymyślone i oparte na kłamstwie. Było drogą, mającą doprowadzić ją do popularności i dużych pieniędzy – co zresztą się udało.

Wspomnę jeszcze tylko, że Gibson miała przekazywać część dochodów ze sprzedaży książki i aplikacji na cele charytatywne. Organizowała zbiórkę na leczenie (naprawdę) chorego na nowotwór mózgu chłopca. W rzeczywistości nigdy nie przekazała ani dolara na filantropię, ani na chłopca, wszystkie zyski zgarniając dla siebie.

 

 

 

Nie wierz we wszystko, co czytasz

 

Historia Gibson jest moim zdaniem przerażająca. Pomijam tutaj brak sumienia i skrupułów kobiety, bo jej zachowanie jest oczywiście godne potępienia.

Wykład, który na Blog Conference zaprezentował Piotr Bucki był bardzo ważny i potrzebny. Wiele twórców internetowych to eksperci w swojej dziedzinie, odwalający naprawdę niesamowitą robotę. Jest jednak jakaś część, która nie weryfikuje swoich tez i, świadomie lub też nie, okłamuje swoich czytelników.

Niestety, szczególnie widoczne jest to w obszarze zdrowego stylu życia i medycyny alternatywnej.

Chcę, abyś z tego krótkiego tekstu wyciągnął i zapamiętał bardzo ważne wnioski: absolutnie nie wolno ślepo wierzyć w rewolucyjne teorie, dotyczące Twojego zdrowia i życia, które znajdziesz w internecie. Ani na moim blogu, ani na żadnej innej stronie, choćby nie wiem, jak popularna była.

Jeśli zmagasz się z jakąkolwiek poważną chorobą musisz skonsultować się ze specjalistą, a najlepiej z kilkoma, zanim podejmiesz decyzję o sposobie leczenia.

 historia Belle Gibson

 

 

I nie zrozum tego źle, ja wcale nie twierdzę, że medycyna akademicka jest nieomylna i wszystkie jej metody są właściwe. Nie twierdzę również, że sposoby alternatywne nie działają, bowiem naturalne leczenie ma w sobie wielką moc i sama piszę o tym na blogu.

Pamiętaj jednak, że nie każdy może chcieć Twojego dobra. A czasem po prostu lekko nagnie fakty, aby pasowały do jego teorii, myśląc, że to nieszkodliwe. Niestety, może okazać się inaczej.

Dlatego proszę, włącz myślenie. I jeśli na szali znajduje się Twoje życie lub zdrowie, uważaj na to, co stosujesz. Bo o ile większość metod alternatywnych pomoże pokonać przeziębienie, wzmocnić Twój organizm i przywrócić mu równowagę, o tyle jeśli gra idzie o coś więcej niż dobre samopoczucie, czy odpowiednią wagę, trzeba być naprawdę rozsądnym.

Alternatywne sposoby leczenia mogą okazać się bardzo skuteczne także w przypadku ciężkich i przewlekłych chorób, powinny jednak zawsze być konsultowane ze specjalistami i nie mogą stanowić wyłącznej ścieżki leczenia.

Osobiście staram się, aby moje artykuły były rzetelne i sprawdzone. Weryfikuję wszystkie informacje  sprawdzonych źródłach. Jednak nie jestem lekarzem, a każdy organizm inaczej reaguje na różne terapie.

Podstawowa zasada to samodzielne myślenie i weryfikowanie różnych tez, przed przystąpieniem do ich stosowania. A najlepiej konsultacja z lekarzem 🙂

 

Bardzo dobre podejście na temat zdolności organizmu do samouzdrawiania prezentuje Jeremy Howick w swojej najnowszej książce, której recenzję znajdziesz TUTAJ.

 

 

  • Cześć,
    Straszny jest ten wpis. Aż nie mogę uwierzyć, że ludzie tak ślepo wierzą w to, co inni piszą.
    I masz rację, częściej muszę umieszczać na blogu informacje, że szycie jest niebezpieczne i można np przeszyć sobie palec, jeśli nie będzie się ostrożnym.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Czasem ciężko w to uwierzyć, ale ludzie naprawdę wierzą we wszystko, co przeczytają w sieci. Chodzi o to, że twórcy internetowi powinni dokładnie weryfikować informacje, aby nie oszukiwać czytelników (świadomie lub nie). W obszarze tematyki, którą ja się zajmuję jest mnóstwo niesprawdzonych porad i informacji, dlatego trzeba być ostrożnym, szczególnie jeśli eksperymentujemy ze swoim zdrowiem. Pozdrawiam!

  • Wlasnie o to w zyciu chodzi aby nie wierzyc we wszystko co sie czyta 😉