Zdrowy styl życia – moja droga do zmiany nawyków

Opublikowane przez Natalia Stós w dniu

Koniec roku to czas podsumowań i refleksji. Bardzo lubię, kiedy kończy się rok i przychodzi nowy – mogę wtedy zacząć z czystym kontem, od nowa, szczególnie, jeśli coś nie wychodzi i ciężko mi wprowadzić nowy nawyk, czy zmienić coś w swoim życiu. Na ten rok nie szykuję jakiś wielkich postanowień i nie wyznaczam sobie ogromnych celów – mój podstawowy cel, czyli zdrowy styl życia cały czas staram się realizować.

Zdrowy styl życia

A moim głównym celem, o którym wspominałam już przy okazji zeszłorocznego artykułu z celami na 2018 rok jest doskonałe samopoczucie i mnóstwo energii na co dzień. Codziennie i konsekwentnie dążę do jego realizacji – raz bywa lepiej, raz gorzej, jak to w życiu. Jednak nie odpuszczam i po każdym potknięciu, czy dłuższej przerwie wstaję z podłogi, otrzepuję się z kurzu i idę dalej.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądała moja droga do zmiany nawyków, większej świadomości i zdrowszego życia, zapraszam do lektury! Mam nadzieję, że mój przykład Cię zainspiruje, mimo, że nie przeszłam jakiejś spektakularnej metamorfozy i nie mam za sobą kilkunastu zgubionych kilogramów.

Ten artykuł jest dla mnie bardzo osobisty i nie mam w nim na celu krytykowania, czy potępiania nawyków innych ludzi. Chciałabym dać Ci trochę inspiracji, może zmotywuję Cię do zmiany stylu życia? Może w komentarzu podzielisz się swoją drogą?

Pierwsza iskra świadomości

Kiedy chodziłam do szkoły średniej, jak na nastolatkę przystało, nie przejmowałam się zbytnio tym co jem, jak dużo i czy dostarczam sobie odpowiednich wartości odżywczych. To prawda, że na śniadanie jadłam musli, ale gotowe ze sklepu, z toną cukru. Obiady jadałam w szkole, była to więc tradycyjna polska kuchnia w wersji jak najtaniej i jak najszybciej, czyli pełna mięsa, ociekająca tłuszczem, z minimalną ilością warzyw.

Pamiętam, jak moja koleżanka z klasy przeczytała kiedyś książkę o odżywianiu (pozdrawiam Cię Hanuś ;)), kupiła sokowirówkę i jadła na przerwie sałatki owocowe. Mówiła też, że ludzie nie powinni pić mleka krowiego, bo wcale nie jest dla nas takie zdrowe, jak większości ludzi się wydaje. Myślałam sobie, że z tym mlekiem, to chyba przesadza, przecież wszyscy mówią, że jest zdrowe i ma dużo wapnia! Ale, ponieważ trzymałyśmy się razem, ja również zaczęłam brać do szkoły owoce i sałatki – to już było coś, chociaż nadal uwielbiałam słodki serek kupiony w szkolnym sklepiku, albo kisiel z proszku.

Aktywność fizyczną ograniczałam do lekcji WF i spacerów z psem, w zimie jeździłam na snowboardzie, który uwielbiałam i to by było na tyle. Dopiero pod koniec średniej szkoły zaczęłam regularnie chodzić na basen, 2 razy w tygodniu i bardzo mi się to spodobało.

Praca i studia, czyli wieczny brak czasu

Po skończeniu szkoły zaczęłam zaoczne studia w Krakowie, ale mieszkałam wciąż w Zakopanem, więc co drugi piątek jechałam 100 km na uczelnię i wracałam w niedzielę. Jednocześnie pracowałam w miejscu, do którego również musiałam dojeżdżać około 40 minut, a gdyby tego było mało, pracowałam również na noce. Obiady jadłam w pracy, znów więc nie miałam zbytniego wpływu na to, co jem (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało), a zresztą nie miałam czasu się tym przejmować.

W dalszym ciągu nie sięgałam po gotowe dania z proszku, bo zwyczajnie nigdy ich nie lubiłam, jednak często zapychałam swój żołądek byle czym, żeby tylko nie być głodną. Jadałam więc mnóstwo białego pieczywa, mięsa, makaronów i smażonych potraw, a stanowczo zbyt mało warzyw i owoców. Piłam też sporo kawy, ze względu na pracę zmianową i dużo nauki. Całe szczęście nigdy nie lubiłam też napojów energetycznych i gazowanych, bo gdyby mi zasmakowały, to na pewno bym je piła.

Miałam też bardzo mało czasu na aktywność fizyczną, próbowałam chodzić na basen, ale kiedyś złapałam tam jakiegoś wirusa (coś musiało być w wodzie) i przez 2 dni chorowałam, po tym zdarzeniu niestety odechciało mi się pływania. Sporadycznie biegałam, ale były to tylko takie zrywy, przez chwilę regularne, a potem przychodziły egzaminy, albo więcej pracy i nawyk szedł w odstawkę.

Dołóżmy do tego wszystkiego studenckie życie w weekendy, czyli imprezy i wyjścia z nowymi znajomymi z uczelni, obiady w stołówce, automaty z „kawą”, trochę fastfoodów, krakowski smog i całe dnie w zamkniętych pomieszczeniach.

zdrowe odżywianie

Przeprowadzka i zmiana pracy. Konsultacja dietetyczna

Na trzecim roku studiów przeprowadziłam się do Krakowa, zmieniłam pracę i zyskałam trochę więcej czasu, bo nie musiałam co weekend jeździć 100 km na studia. Nie pracowałam też na noce, mój organizm nie był więc tak rozregulowany.

W pracy bywały momenty, że kompletnie nic się nie działo, przeglądałam więc wtedy internet i trafiłam na kilka blogów, które nieco zmieniły moje podejście do życia, oprócz tego śledziłam Ewę Chodakowską na Facebooku i korzystałam z darmowych jadłospisów, które tam wrzucała, zaczęłam też ćwiczyć z nią wieczorami, kupiłam nawet jej książkę. Coś zaczęło się zmieniać, otworzyły mi się w głowie jakieś klapki,a le to jeszcze nie było to. Chociaż wydawało mi się, że dbam o siebie, bo na śniadanie jem płatki owsiane z rodzynkami, a na drugie śniadanie kupuję białą bułkę z kurczakiem i sałatą od Pana Kanapki, który chodził po biurach.

Aż pewnego dnia, w pracy, zorganizowano dzień, czy nawet tydzień dla zdrowia, dostawaliśmy świeże owoce, przyszedł do nas trener, który pokazał kilka ćwiczeń przy biurku, jak się rozciągać, dbać o formę, itd. Była również konsultacja dietetyka, na którą z chęcią poszłam. I to był przełom, choć jeszcze o tym nie wiedziałam. Dietetykiem okazał się bardzo młody chłopak, który wyglądał jak milion dolarów (serio!), świetnie zbudowany, uśmiechnięty, przemiły i bardzo profesjonalny.

Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Dietetyk: Jak ocenia Pani swój styl życia?

Ja: Staram się dbać o siebie, zdrowo jem, staram się ćwiczyć.

Dietetyk: Dobrze, a więc, co Pani dzisiaj jadła do czasu naszego spotkania?

Ja (z pełnym przekonaniem, że za chwilę zostanę pochwalona): Owsiankę z jabłkiem i rodzynkami, bułkę z kurczakiem i warzywami, kawę.

Dietetyk: Ok. Płatki błyskawiczne, czy górskie? Owsianka była na mleku krowim, czy roślinnym, a może na wodzie? Bułka biała, czy razowa? Z jakimi warzywami?

Ja: Noo, płatki chyba błyskawiczne, na mleku krowim. Bułka biała, z kawałkiem sałaty i dwoma plastrami ogórka…

Dietetyk: Widzi Pani, jest już prawie połowa dnia, a Pani nie dostarczyła swojemu organizmowi nawet połowy niezbędnych składników odżywczych. Jeśli owsianka, to płatki górskie, jeśli bułka, to najlepiej razowa. No i te warzywa – do tej pory zjadła Pani ½ porcji z zalecanych 3 oraz ½ porcji owoców, z zalecanych 2 porcji. A te zalecenia i tak są zaniżone i już wiadomo, że powinno się spożywać więcej, niż 5 porcji warzyw i owoców dziennie.

Nasza rozmowa toczyła się dalej i pan dietetyk pokazał mi swoje zdjęcia sprzed kilku lat, mówił, że miał problemy z wagą, cerą, trawieniem i energią, był wiecznie śpiący i zmęczony. W końcu zmienił swoją dietę, która teraz w głównej mierze bazuje na warzywach i owocach oraz pełnych ziarnach, nasionach i orzechach. Zbadał mój poziom tkanki tłuszczowej, mięśni, itd., zważył, zmierzył i poradził, że jeśli naprawdę chcę żyć zdrowo, to przede mną jeszcze dużo pracy.

Wychodząc od niego, pomyślałam, że facet przesadza, że nie można żyć o samych warzywach i owocach. Ale w głowie już coś zaczęło kiełkować.

Złapanie bakcyla i powolne zmiany

Coraz więcej czytałam na temat odżywiania, głównie blogi i historie ludzi. Dowiadywałam się o tym, że ryby sprzedawane w sklepach zawierają metale ciężkie i antybiotyki, że mięso pochodzi z farm przemysłowych, jest faszerowane hormonami i antybiotykami. Że można odżywiać się zdrowo, jednocześnie nie rezygnując z przyjemności, że warto regularnie się ruszać (co już właściwie weszło mi w krew).

jak zmienić styl życia

Próbowałam eksperymentować w kuchni, zamieniać tradycyjne dania, na bardziej fit, z większą ilością warzyw. Zaczęłam pić zielone koktajle, najpierw nieśmiało (bo co w pracy powiedzą?), potem coraz częściej. Zmiany wprowadzałam stopniowo i powoli, czasem nawet nieświadomie.

Kolejna przeprowadzka i założenie bloga

Po skończeniu studiów wróciłam do domu rodzinnego, gdzie w kuchni królowała Mama (całuję, bo na pewno to czytasz :)). Pokazałam jej kilka moich warzywnych przepisów, a Mama rozsmakowała się w koktajlu z burakiem i soczewicy z pomidorami. Często przygotowywałam dla siebie coś zdrowego do jedzenia, zostawiając porcję dla Mamy.

Był to czas, kiedy miałam dużo pracy, trochę problemów rodzinnych, przygotowania do wesela na głowie i kilka innych spraw. Przez jakiś czas nawet mocno zaniedbałam swój ciężko wypracowany, zdrowy styl życia i przyznam szczerze, że trudno było wrócić na właściwe tory. Ale udało się i pogłębiając swoje zainteresowania, zaczęłam prowadzić Naturalnie Niebanalnie. Czyli jeszcze więcej czytać, uczyć się i dowiadywać na tematy związane z odżywianiem i życiem bliżej natury.

Zaczęłam również praktykować jogę i uważność, co pozwoliło mi złapać lepszy kontakt z samą sobą i wsłuchać się w siebie, nie patrząc na otoczenie.

Mieszkanie na swoim i jeszcze większa świadomość

Odkąd zamieszkaliśmy na swoim z Piotrkiem, gotowaliśmy sami dla siebie i sami robiliśmy zakupy, jeszcze bardziej dbałam o to, aby w naszej diecie było mnóstwo warzyw i wartościowych produktów. Nie kupowaliśmy gotowców, nie zamawialiśmy jedzenia (tylko wyjątkowo), zaczęliśmy robić zakupy spożywcze przez internet, kupując kasze, pestki, orzechy, ziarna, olej kokosowy i inne produkty z długą datą, w dużych kilogramowych opakowaniach, dzięki czemu nigdy nie brakowało ich w naszym domu. Zrezygnowaliśmy z mleka krowiego (które Piotrek uwielbiał) na rzecz domowego mleka roślinnego, ograniczyliśmy mięso.

jak zrobić mleko kokosowe

A ja coraz więcej czytałam i coraz więcej oglądałam. Pochłaniałam książki o odżywianiu, myślałam nawet nad studiami z dietetyki. Oboje zaczęliśmy interesować się ziołami, ponieważ w naszej okolicy jest ich mnóstwo, chodziliśmy na łąki i do lasu, zbierając je, susząc i pijąc. Aż przyszedł dzień, w którym obejrzałam film Ziemianie.

Dieta wegetariańska

Film obejrzałam jakiś rok temu (jest dostępny na YouTube). Nie chcę być spoilerem, powiem w skrócie, że jest to film o tym jak ludzie wykorzystują zwierzęta dla swoich, głównie kulinarnych, fanaberii i potrzeb. Jest drastyczny, ale niestety, taka jest rzeczywistość, o której większość z nas nie myśli na co dzień i z której nawet nie zdaje sobie sprawy. Ja sama nawet nie myślałam o tym, skąd pochodzi kotlet na moim talerzu.

I znów zaczęło się szukanie informacji, czytanie i oglądanie. Bardzo dużo czytałam o tym, jak powinna wyglądać dobrze zbilansowana, wegetariańska dieta, jak łączyć produkty i na co zwracać uwagę. I, mimo, że już wtedy jadłam bardzo mało mięsa, ograniczyłam jego spożycie jeszcze bardziej.

W życiu bywa jednak tak, że jak już się otworzy jakieś drzwi, nie można potem ot tak ich zamknąć i żyć dalej, jakby nigdy nic. Nie bez powodu mówi się, że im mniej się wie, tym lepiej się śpi. Większa świadomość i wiedza, ciągłe drążenie tematu, w końcu pokazują prawdę, obok której już nie można przejść obojętnie. Nie chciałam więcej przyczyniać się do tragedii, jaką codziennie funduje ludzkość bezbronnym zwierzętom, tylko po to, aby zaspokoić swoje kulinarne zachcianki i coraz większy apetyt na mięso. Nie chciałam przyczyniać się do niszczenia naszej planety, do zanieczyszczania jej odpadami i odchodami zwierzęcej produkcji. Nie chciałam przyczyniać się do powiększania się problemu niedożywienia i głodu na świecie, tylko po to, aby zwierzę, które chcę zjeść, mogło najeść się roślin, które równie dobrze mogłyby zjeść umierające z głodu dzieci. A wreszcie, nie chciałam jeść mięsa, które napakowane jest antybiotykami i hormonami wzrostu, które, hodowane w wielkich farmach, jest często chore, które pełne jest negatywnej, martwej energii.

Dlatego podjęłam w pełni świadomą i absolutnie niepochopną decyzję o całkowitej rezygnacji z mięsa i czuję się z tą decyzją bardzo lekko i dobrze. Moje motywacje i powody dla diety bezmięsnej świetnie przedstawione są w poniższych wykładach – jest to zwięzła i bardzo konkretna synteza tego, o czym pisałam powyżej:


Stan obecny i dalsze plany

Obecnie jestem roślinożercą, a moja dieta opiera się na warzywach, owocach, kaszach, makaronach, pełnoziarnistych zbożach, pestkach, nasionach i orzechach. Mam dużą kuchnię i lodówkę, więc dużo eksperymentuję i gotuję. I to, o czym kiedyś myślałam, że jest przesadą, stało się moim udziałem.

Nie jestem jednak fanatyczką zdrowego odżywiania: mam słabość do słodyczy, choć staram się przygotowywać je samodzielnie, ze zdrowych zamienników. Jadam smażone potrawy i białą mąkę, ale staram się wciąż szukać nowych, lepszych zamienników.

Wcielam w życie zasadę, że jak mam na coś ochotę, to sama sobie to przygotowuję – pizza? Ok, ale domowa; burgery? Domowe; frytki z piekarnika, ciasto czekoladowe z cukinią, a chipsy z pieczonych warzyw. Raz udaje się bardziej, raz mniej, ale wciąż próbuję.

Mam bardzo wymagającą i nierzadko stresująca pracę, zdarza się pracować na noce (chociaż coraz mniej). W pracy muszę myśleć szybko i jasno, mieć dużo siły i energii, dlatego tym ważniejsze jest dla mnie pozostanie w dobrej formie na co dzień. Prowadzimy z Piotrkiem swoją firmę, która też pochłania sporo czasu i energii. Oprócz tego trzeba ogarnąć dom, ugotować, znaleźć czas na relaks.

Ale wiesz co? Da się, naprawdę. Gotuję sobie obiady do pracy i zabieram w pudełku, piję koktajle, zioła, yerbę. Znajduję czas na praktykę jogi – staram się codziennie, ale bywa różnie. W zimie chodzę na biegówki, wiosną latem i jesienią biegam i jeżdżę na rowerze. Dużo czytam, prowadzę blog, eksperymentuję w kuchni, jem roślinnie i jestem bardzo wkręcona w ten mój zdrowy styl życia 🙂

zdrowy styl życia

Dalsze moje plany to jak najlepsze i najbardziej zróżnicowane posiłki wegetariańskie, aby smakowały Piotrkowi. Jeszcze więcej aktywności fizycznej i jogi. Więcej uważności i wyciszenia. Chcę nauczyć się medytować i robić to regularnie. Chcę być zdrowa i pełna energii na co dzień, co jest zresztą moim życiowym celem. I Tobie życzę tego samego 🙂

5 (100%) 2 votes


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *